Anna Wysocka, Upłaszczyznowienia

Siedziba fundacji Tumult na toruńskim Rynku Nowomiejskim to dość szczególne miejsce. Umiejscowiony w samym centrum placu dawny zbór ewangelicki od dawna użycza swoich wnętrz różnorodnym wydarzeniom kulturalnym. 20 maja 2011 roku odbył się tutaj wernisaż wystawy Anny Wysockiej , na której zaprezentowano cykl zatytułowany Upłaszczyznowienia. W zaciemnionej sali prezentowano serię jej obiektów malarskich oraz towarzyszący im pokaz multimedialny.  Dla mnie było to pierwsze bezpośrednie zetknięcie z twórczością Anny Wysockiej. Po wejściu do zaciemnionej sali, wzrok od razu wędrował do podświetlonych, zawieszonych i podpartych specjalnie wykonanymi podpórkami „obrazów – nie obrazów”, rozmieszczonych równomiernie na dłuższych ścianach pomieszczenia. Na wprost wejścia znajdował się natomiast ekran, na którym wyświetlano animację – krótki film opowiadający historię powstawania – bądź też – rozpatrując rzecz w inny sposób – destrukcję jednego z dzieł.

Pierwszą rzeczą, która uderzyła mnie przy bliższym oglądzie nie był niezwykły materiał (stal jako tworzywo spotyka się nie tak często), nie trudna do zdefiniowania dziedzina artystyczna (trudno powiedzieć, czy obraz to, czy już rzeźba), nie monumentalna forma, a niesamowita intymność  każdego z dzieł.

Upłaszczyznowienia przedstawiają wkomponowane w ogromne płyty pilśniowe, stalowe sylwetki postaci pozbawionych głowy, często o wyraźnie zaznaczonych kobiecych cechach. Są to figury bardzo mocno stylizowane, przetworzone, dające przez to niezwykle „ornamentalne” wrażenie, a jednak poprzez ładunek treści i emocji w nich zawartych, od – ornamentu – w potocznym znaczeniu tego słowa – dalekie. Nie bez znaczenia jest zapewne również motyw krzyża przewijający się przez niektóre z prac – stalowe postaci często przedstawione są w pozach powielających tę właśnie figurę, z resztą w kontekście nazwy całego cyklu jest to zupełnie zrozumiałe.

Trud procesu tworzenia, udręki emocjonalnej i fizycznej towarzyszącej powstawaniu tych form jest tu tak wyraźny, że niemal namacalny. W moim odczuciu to właśnie te zmagania są głównym tematem Upłaszczyznowień. Podkreślają go jeszcze wewnętrzne sprzeczności widoczne w pracach – począwszy od tej pierwszej, związanej z formą – obraz czy rzeźba – poprzez balansowanie między pokorą a artystycznym ekshibicjonizmem, a skończywszy na tej wątłej granicy elementów sacrum i profanum.

Sakralizacja procesu tworzenia, męki artysty i jego pokora w stosunku do materii, dzięki prezentacji prac Anny Wysockiej w murach Tumultu – będącego przecież niegdyś obiektem sakralnym – zyskała dodatkowy walor.  Warto zatem było zobaczyć tę wystawę właśnie tutaj, w miejscu, gdzie niegdyś rozbrzmiewały modlitwy, aby tym bardziej docenić zamysł jednej z najciekawszych toruńskich artystek młodego pokolenia.

Maria Rdesińska