„Statuę grecką weź – zrąb jej ramiona – Nos – głowę – nogi opięte w koturny – I ledwo torsu grubą zostaw bryłę: Jeszcze za żywych stu uduchowiona, Jeszcze to nie głaz ślepy – jedną żyłę Pozostaw – wskrzesi…i tę zrąb – zostanie Materii tyle prawie… co gadanie.”

 

Tym mottem zaczerpniętym z „Promethidiona” K.C. Norwida pragnę wprowadzić w problematykę twórczości Anny Wysockiej i słów kilka poświęcić realizacjom, zwłaszcza ostatnim, wspólnie nazwanym jako „Upłaszczyznowienia”. Temat tych realizacji jest dla mnie intrygujący, gdyż zaprezentowane obiekty nieodmiennie kojarzą się z tematem ukrzyżowania. Wyrazista odmienność i oryginalność uwidacznia się nie tylko w technice i formie obróbki materiału, ale również w sposobie ujmowania idei- tematu. Krzyż to wizerunek, który przez swą formę osadzony jest w głębokiej tradycji, obarczonej brzemieniem historii, naznaczony symboliką odejścia z tego świata.

Autorka swoimi wizerunkami ukrzyżowania odwołuje się do sakralności natury ludzkiej. Forma ukrzyżowanego spełnia tu rolę archetypowego wyobrażenia uniwersalnej ikony. Szczególną wartość upatruję w niezwykle trafnym – malarskim wykorzystaniu światła do opisywania form ukrzyżowanego ciała. Pełne w swym mistycznym patosie i rozmachu realizacje są wizualnym zapisem ekstatycznego i kontemplacyjnego doświadczania tragiczności. W tym tkwi êródło dramatycznej ekspresji i zniewalającej siły wyrazu tych prac. Korzystając z ikonografii ukrzyżowania wywiedzionego z symboliki chrześcijańskiej, można postawić tezę, że tragiczność i cierpienie stało się dla Anny Wysockiej duchowym tworzywem dla dzieła, a na mocy dokonanej przemiany, szczególnie za sprawą światła-blasku wyniesione zostało do rangi działania piękna.

„Dzieło sztuki prawdziwe i dzieło sztuki dobre to dzieło tragiczne, zbudowane na zwątpieniu w prawdę substancjalną i wieczne dobro”. Cytat wyjęty z książki „Myślenie w żywiole piękna” autorstwa ks. Józefa Tischnera – jest trafną diagnozą problematyki, która zawarta jest w twórczości Anny Wysockiej.

Prace Wysockiej stanowią formę płaskorzeêby, mają jednocześnie awers i rewers, które usytuowane wewnątrz płaszczyzny przypominającej ołtarz stanowią oryginalne rozwiązanie formalne. Awers jest wypukły a rewers wklęsły – anektują one przestrzeń „zewnętrzną” i „wewnętrzną” tej samej formy, starannie dobierając płaszczyzny na których rozgrywa się dramat upłaszczyznowienia. Materią twórczości jest metal- wypolerowany, wyświecony, błyszczący, stwarzający wrażenie ruchu i blasku. Światło wdziera się we wszystkie zakamarki przestrzeni, staje się nadrzędną formą estetycznego życia angażującą głównie zmysł wzroku. Wytworzone obrazy stwarzają dojmujący wyraz bólu i cielesnej bliskości zawarty w precyzji wykonania i umiejscowienia wizerunku postaci. Proporcje pionu i poziomu poszukiwane z namysłem budują ideę dramatycznego przekazu, czystego i szlachetnego przesłania. Sakralne odczucie bytu pojmowane jako „bezprzedmiotowość” bliskie jest stanom olśnienia, iluminacji. We wszystkich kompozycjach zawsze występuje dominujący kierunek: horyzontalny bądê wertykalny. Tworzy to optyczne ciążenie ku centrum, ku wnętrzu obrazu. Jesteśmy pod wrażeniem ciągłego spadania (strącania do piekła), w domyśle jest to historia grzechu i upadku człowieka. Rzeêbione światłem bezgłowe formy, rozpięte na kształt krzyża, zniekształcone, sztywniejące – spłaszczając się i skręcając, roztapiając się i tężejąc wprowadzają odbiorcę w stan emocjonalnego rozedrgania. Jakby określił Baudrilard mają strukturę fraktalną nieuporządkowaną, to znaczy nie dającą się opisać słowami. Torsy bez głów stały się znakiem krzyża naszej ery – krzyczą „nie zabijaj!” Dokonane zostało magiczne okaleczenie wizerunku, tak jak ludy pierwotne dokonują symbolicznego okaleczenia swojego wroga. Język ciała, do którego w swej kreacji odwołuje się Wysocka jest przede wszystkim pragnieniem wyrażania myśli i percepcji przez gest, znak, symbol, przedmiot i krzyk. Gdy zabraknie języka, albo słów, które mogłyby wyrażać rzeczywistość – pozostaje powrót do stanu pierwotnego. Tym stanem jest z jednej strony myśl, z drugiej ciało i jego niemy krzyk. Ciało jest źródłem promieniowania światła, roztacza ono blask na otaczającą go przestrzeń. Sztuka współczesna przestała mówić o sacrum i przestała wprowadzać w sacrum. Cóż jej pozostało – „wzruszenie”, „wstrząs”, „pouczenie”?

Jest to pierwsza pełniejsza prezentacja sztuki Anny Wysockiej, jej drogi artystycznej. Przed kilku laty Autorka wykorzystywała do swojej twórczości materiały zdegradowane, wskrzeszała w nich życie, ożywiała to co dawno umarło. Obecnie wykorzystuje materie surowe – stal i metale kolorowe do wyrażania dramatu ludzkiej egzystencji. Stworzyła swój oryginalny styl, który świeci i błyszczy na firmamencie polskiej sztuki własnym mocnym światłem. Siłę jej talentu można określić jako dar skupienia. Pozwala jej to odrzucić wszystko to co niekonieczne i nieistotne, a wypowiedzieć to co musi być powiedziane (owo „co”oznacza również „jak”). Stając przed publicznością powie nam i światu to wszystko czego i tak nie potrafimy zawrzeć w słowach. Może wskrzesi ciało sztuki, które wiecznie w pięknie umiera.

Lech Wolski