„Umysł ludzki jest zdolny do wszystkiego – gdyż jest w nim wszystko, cała przeszłość i cała przyszłość”
Joseph Conrad

 

Dla młodej artystki, na której spoczywa ciężar podejmowania się spraw odważnych i odkrywczych każdy nowy cykl obrazów może stać się poszukiwaniem „Świętego Graala”, osobistą i wspaniałą przygodą twórczą.

Zdolność do zachwytu jest jednak w człowieku ograniczona i kiedy przeminą pierwsze odkrycia – prawo zmęczenia materii narzuca mu określoną koncepcję sztuki zbudowaną ze sztywnych norm, w ramach których pragnie uwięzić wszelkie emocje i całe piękno jakie przeczuwa. Dla współczesnej sztuki takimi normami są klarowność treści i harmonia formy. Ideałem skupiającym w sobie te cechy jest mandala – idea koła.

Psychologia Junga określa mandalę, symbol kosmosu jako wynik redukcji rzeczy do jej istoty, do blasku, do światła, jako wartość duchową stanowiącą niezbywalną własność jednostki powiązaną intymną nicią z człowiekiem. Może to po prostu dusza, istota rzeczy symbolizująca powrót do jedności. Jeśli wszystko powraca to duch skojarza się z materią. Rzeczywistość zgodnie z wizją Heraklita jest ciągłym przepływem rzeczy, nieustanną zmiennością i transformacją. Wraz z nią muszą zmieniać się również środki jej przedstawiania – powiedział Brecht.

Anna Wysocka młoda toruńska artystka malarka, wielka entuzjastka sztuki, tytanicznie zaangażowana w własną twórczość i aktywność wystawienniczą wszystko o mandali wie – wiedzieć jednak to jedno a umieć stworzyć, wykreować, zrealizować taką ideę to zupełnie inna sprawa.

Już w pierwszych cyklach prac dyplomowych „Kokony” i „Mandale” udowodniła jak mocna forma zatopiona w szlachetnej materii na firmamencie jej kosmosu zaskakuje swoją cudownością, wydobywa piękno i olśnienie jakie można doznać tylko oglądając szlachetne kamienie. Działanie tych mocnych form – znaków podniesione do entej potęgi poprzez monumentalne formaty, głęboko zapada w jaêń.

W jej malarstwie przeżywamy coś co można by nazwać czasem kolistym. Ruch, zmienność, centralne ustawianie figur, klarowność zamysłu kompozycyjnego działają tak, że zapiera dech. Metafory jakie stosuje są mocnym punktem odniesienia, niezwykłym faktem artystycznym, ideałem wyobraêni i pomysłowości.

Dziś tryumfuje dynamiczna koncepcja życia. Patrzymy na nią jako na wciąż zmieniający proces ciągłego stawania się. Jest ona dla współczesnego artysty czymś w rodzaju karnawałowej karuzeli, gdzie rozkosz przeplata się z cierpieniem, prawda z fikcją, zachwyt z lękiem. Ta permanentna zmienność i refleksja nad nią zapewne wpłynęła na modyfikację formy tworzonej przez A. Wysocką w nowym cyklu prac nazwanych znamiennie „Futuroidami”.

Futurum z j. łacińskiego oznacza czas przyszły (mogący być). Swoimi aktualnymi poszukiwaniami twórczymi nawiązuje zapewne do Futuryzmu, awangardowego kierunku w sztuce pierwszej ćwierci XX wieku. Jest to chyba jednak nawiązanie gorzkie i ironiczne, bardziej może do terminu, do idei niż do bezpośrednich założeń kierunku stworzonego przez poetę Tommaso Marinettiego.

Ta nowa eksplozja mocy, silnych metafor znalazła swoje uzasadnienie w nowym programie artystycznym A. Wysockiej. W „Futuroidach” wyraênie odczuwa się metaforyczny sens współczesności, nowych systemów wartości moralnych i etycznych a w konsekwencji estetycznych jakie z nich wypływają. Klonowanie, manipulacje genetyczne, sztuczna inteligencja, robotyzacja stały się zapewne przyczyną wizji przyszłości będącej tematem obrazów – obiektów.

Roboto – organizmy zwierzęcopodobne wzięte z arsenału science–fiction, budzące grozę, ale również fascynację – zapełniają wyimaginowane przestrzenie tworzonych obrazów. Obiekty te przypominają płaskorzeźby. Są monumentalne, mocno i dynamicznie skonstruowane, przywodzą na myśl opancerzone konie Paula Uccella, które z nogami w powietrzu zastygają w wieczności. Prace te wyrastają jakby z rycerskiego rytuału, odwagi i irracjonalnej walki; płynie z nich uroczysty śpiew zwycięzcy – zdobywcy nowej przestrzeni.

Na tle nieba, które jest niby niebem, na tle ziemi która jest niby ziemią, walczą postacie form zwierzęcych iście z Parku Jurajskiego. Tajemnicza surowość tych form, niby pancerzy wykutych z blachy wyraża ideę walki, wskrzesza piękno pogrzebane od lat. Energia twórcza jest wyzwalana przez uczucie zachwytu i pasją tworzenia. Nad twórczością artystki czuwa chyba grecki bóg ognia i patron kowali Wulkan – Hefajstos, archetyp artysty, którego główną domeną było rzemiosło.

W warsztacie Boga – kowala wykuwano wspaniałe zbroje, naczynia i ozdoby, którymi chlubili się bogowie i ludzie. Ta legenda i mit o Hefajstosie, jego doświadczenia przywołują obrazy – obiekty A. Wysockiej, gdzie wycinanie, wyklepywanie, śrubowanie jest sposobem na wykuwanie własnej tarczy. Tak jak tarcza Achillesa ozdabiana licznymi scenami z życia codziennego wykuta w warsztacie Hefajstosa tak sceny i formy futuroidalne wykreowane w obrazach – obiektach A. Wysockiej przewidują przyszłe losy ludzkości zdominowane przez roboty, cyborgi i robocopy. Stajemy wobec pytania czy ta fantastyczna wizja może się urealnić, czy jest pochwałą czy też krytyką rzeczywistości. Nie ulega wątpliwości, że nauka zbliża się do odpowiedzi na te pytania, które na razie tylko w sztuce pobudzają wyobraênię i kształtują oceny.

To co stworzyła A. Wysocka jest ważne i doniosłe nie tylko z perspektywy jednostkowego widzenia świata bowiem dotykając istotnych problemów etycznych i moralnych XXI wieku ukazała zagrożenia jakie z sobą niesie bezkompromisowy rozwój nowych dziedzin nauki i techniki.

A. Wysocka stawia pytania. Jej poszukiwania artystyczne i estetyczne poruszają wyobraźnię. Swoją twórczością sugeruje, że najistotniejszą sprawą współczesnego malarstwa jest ciągłe odradzanie się – bez powtarzania i imitacji formy. Takie myślenie twórcze jest dobrą prognozą na przyszłość.

Lech Wolski